12/03/28

Wiosna budzi nas do życia. Oprócz oczywistej oczywistości przyrodniczej, budzą się też z zimowego snu niektórzy blogerzy. I nie tylko. Również biznes o tej porze roku nie boi się świeżych, bliższych naturze rozwiązań, mając nadzieję na pozytywne zaskoczenie potencjalnych klientów.

Widać to gołym okiem nawet na ulicach – w naszych miastach pojawiają się niestandardowe kampanie nawiązujące do odradzającej się po zimie przyrody. Przystanki zmieniają się w zielone łąki: chodniki pokrywają się sztuczną trawą, a pasażerowie spoczywają na ławkach zasłanych zielonymi poduszkami. Wszystko to wśród liści i unoszącego się zapachu świeżo skoszonej trawy. Nieważne, że to reklama, ważne że jest wiosennie. Podobny pomysł pojawia się w proekologicznej kampanii, w której las (niemal jak we współczesnej wersji Makbeta) wychodzi  na ulice miast, otaczając przechodniów leśnymi obrazami i zapachami.

Świeżość idei, rozwiązań i pomysłów intensyfikuje się właśnie teraz, jakby na przekór zimowemu przemęczeniu. W dłuższe i cieplejsze dni znika marazm, a jeśli jeszcze towarzyszy temu wypita w słońcu kawa, przebudzenie ma podwójną moc.

A skoro o kawie mowa, przykładem wiosennej kreatywności jest z pewnością nowy koncept sieci Starbucks, budzącej się biznesowo po kilkuletnim śnie, w czasie którego inni konkurenci uciekli daleko do przodu. Nowa kawiarnia w skarbcu amsterdamskiego banku, to nie tylko rozwiązanie wnętrzarskie nawiązujące do XVII wiecznej tradycji handlowej, ale też przykład sprawnej adaptacji offowego trendu kulturowego i dołączenie do antykomercyjnej idei slow food. Klienci pijący kawę pochodzącą z trade fair, mają odkrywać niezakłamane wartości i cieszyć się autentycznością miejsca, a wszystko to wśród morza tulipanów, rzecz jasna.

Mamy nadzieję,  że wiosenna aura będzie sprzyjać powiększaniu się grona czytelników bloga Worldwide School, w którym znów dzielimy się refleksjami i komentujmy ważne dla nas sprawy.

11/12/22

Jakoś wyjątkowo szybko minął ten rok. Czytam wpis z grudnia 2011 i wydaje mi się, że było to tak niedawno, a jednocześnie lata świetlne temu. Inny czas, inna rzeczywistość, inne nadzieje. Tymczasem  kalendarz w swoim nieubłaganym rytmie znów wymusza  na nas takie a nie inne zachowania. Tym razem, od prawie dwóch miesięcy mamy Boże Narodzenie – już na tyle długo, by do cna opatrzyły się świąteczne emblematy i symbole, wszechotaczające błyszczące i migoczące  farfocle. Sam świąteczny klimat w warstwie akustycznej  w drugiej połowie grudnia nie wprowadza nas już w nastrój oczekiwania, bo od wielu tygodni w każdym sklepie zewsząd atakują nas swojskie kolędy na przemian z zamorskimi „christmasami”, przez co nawet Bing Crosby budzi w nas lekką niechęć.

Czy więc tak zwana magia Świąt istnieje? A jeśli tak, to czy nie została zniszczona przez komercję?  Media kradną nam Święta. Już jakiś czas temu ruszyły z pogonią reklamy zabawek dla dzieci i rodzinnej kawy w zielonej filiżance. Naturalnie, nie brak też ikony świątecznego reklamowania, czyli długiej ciężarówki z misiem, przemierzającej śniegowe zawieje. Poczuj magię świąt. Ale najpierw posprzątaj dom, wydaj milion na prezenty, a na koniec spłukany i szczęśliwy, zasiądź  do stołu  24 grudnia (pod warunkiem, że nie jesteś wtedy w pracy), najedz się i idź spać. Totalna przewidywalność.

Oczywiście, cieszmy się Świętami, ale też nie popadajmy w coroczną przesadę – może zamiast licytować się na kosztowne dekoracje i prezenty, lepiej by było pochwalić się ugoszczeniem osoby bezdomnej, ubogiej, samotnej, nieszczęśliwej? Niech błyskotki i zamieszanie tych dni nie przesłonią nam prawdziwego przekazu  Bożego Narodzenia.

Zatem życzmy sobie Spokojnych i Mądrych Świąt!

11/11/30

Wśród, jakże potrzebnych jesienią, barometrów pojawiło się nowe narzędzie – Eurobarometr, mierzące różne ważne zjawiska, tym razem społeczne, a nie pogodowe. Jego pomiary wskazują, że  83% Europejczyków ceni wartość znajomości języków obcych, ale aż 44% populacji europejskiej nie potrafi komunikować się w żadnym z nich.  Zjawisko to jest trochę smutne, trochę zatrważające, ale jednocześnie dające duże pole do popisu tym, którzy chcieliby to zmienić, bowiem w dobie globalizacji i rosnącej migracji ludzi, wielojęzyczność jest kluczowym elementem międzykulturowego porozumienia się i spójności społeczeństw, możliwością funkcjonowania na rynku pracy oraz konkurencyjności w Europie.

Powstają projekty, których celem jest zwrócenie uwagi przedstawicieli rządów, biznesu i społeczeństw w Europie na sytuację w dziedzinie nauczania języków, na znaczenie komunikacji językowej w budowaniu stabilnie rozwijających się społeczeństw obywatelskich, a także na konieczność publicznej debaty na ten temat i motywowanie obywateli UE do nauki języków. Wyniki badań pokazują, na ile poszczególne kraje przygotowane są językowo na przyjmowanie gości z zagranicy − na przykład Polska w kontekście nadchodzącego EURO 2012. Nie dziwi chyba konkluzja iż indeks mierzący jakość edukacji językowej w Polsce jest niezadowalający, szczególnie w sektorach takich jak biznes, media, edukacja zawodowa, edukacja wyższa, edukacja przedszkolna i szkolna, sfera publiczna i usługi.

Co zatem robić, aby zmienić ten stan rzeczy w makro i mikro skali? Pośród różnorodnych, mniej lub bardziej pompatycznych projektów pojawił się świetny pomysł akcji TU MÓWIMY PO … polegającej na audytowaniu personelu i przyznawaniu poszczególnym punktom usługowym nalepek potwierdzających znajomość języków obcych wśród pracowników.  Do akcji mogą przystąpić sklepy, kawiarnie, restauracje, hotele, puby, kioski, kasy , punkty obsługi klienta itp. Warunkiem otrzymania etykietki będzie zaliczenie przez pracowników testu językowego z języka angielskiego, niemieckiego, francuskiego lub hiszpańskiego przynajmniej na poziomie A2 (niżej średnio zaawansowanym)

To ważny krok w kierunku lepszego przygotowania do przyjęcia zagranicznych gości, do zwiększenia konkurencyjności, to prosty komunikat mający realne przełożenie na efekt biznesowy a jednocześnie kreujący dobry wizerunek Polaków jako obywateli Europy.

11/10/31

Uczymy wielu języków, wśród których zdecydowany prym wiodą trzej liderzy: angielski, hiszpański i chiński. Ten ostatni, mimo że jednym z najbardziej używanych języków świata, w Polsce dopiero rozpoczyna swój tryumfalny pochód. Wiedząc jak bardzo kultura splata się z językiem, który jest jej odzwierciedleniem, uczymy się razem z naszymi słuchaczami, tym bardziej że odległość geograficzna i kulturowa pomiędzy Polską i Chinami sprawia, że jest to nieskończony pasjonujący proces poszukiwania i odkrywania.

Chińczycy maję bardzo ciekawe podejście do niektórych dźwięków, zwrotów i zachowań społecznych, co przekłada się głęboko zakorzenione przesądy, których źródeł należy szukać właśnie w języku. Znajomemu lub przyjacielowi, Chińczyk nie podaruje parasolki, która brzmi podobnie jak „rozstać się” . Podarunek byłby równoznaczny z daniem do zrozumienia, że nigdy już nie nastąpi ponowne spotkanie. Dokładnie ta sama sytuacja jest w przypadku prezentu w postaci gruszki, tak samo wymawianej.

Nie tylko bliźniacze zwroty,  ale i niektóre cyfry same w sobie noszą znaczenie właśnie przez podobieństwo ich brzmienia. Największym wzięciem cieszy się cyfra 8, która często wpleciona jest w architekturę chińskich budowli, oraz występuje w wielu innych aspektach życia. W kręgach biznesowych krąży  anegdota o tym, jak to chiński klient zamówił partię towaru pakowaną po 8 sztuk. Europejski producent dostarczył towar pakowany po 4 sztuki, który…. nie został przyjęty. Dlaczego?  Cyfra osiem brzmi podobnie jak słowo oznaczające rozwój, ekspansję, bogactwo, sukces finansowy. W związku z tym czynsz wynajmu biura na ósmym piętrze jest najwyższy w całym budynku. Numery telefonów zawierających ósemki mogą osiągać astronomiczne ceny. Dokładnie odwrotnie dzieje się cyfrą 4, oznaczającą kres żywota. Co bardziej przesądni Chińczycy, mają niezwykle silnie zakorzenioną niechęć do niej. Ma to związek z głębokim zabobonnym lękiem jaki wywołuje wszystko co jest związane ze sprawami ostatecznymi, które są tematem absolutnego tabu. Jest to cecha wielu kultur azjatyckich, w tym japońskiej,  gdzie np.  w hotelach, szpitalach, nie ma czwartego piętra – jest to często piętro techniczne, niedostępne przy wjeździe windą dla klientów.

Chińczycy uwielbiają kalambury – często tworzą ciągi cyfr, które brzmią podobnie jak zwroty i wyrażenia  i tak liczba 521 przypomina w brzmieniu słowa „Kocham cię” , tak więc można ją spotkać w korespondencji kochanków lub zakochanych – zwłaszcza w Internecie.

Przykłady można mnożyć bez końca, bo przecież wszystko co chińskie przekłada się na gigantyczne liczby – paradoksalnie dzieje się też tak z językiem, któremu  trudno się oprzeć się, wiedząc jak fascynująca jest jego oprawa!