11/05/06

Tak naprawdę, w tym roku maj zaczyna się prawie tydzień później niż wskazują to kalendarze. W tegorocznym przełomie  miesięcy zbiegły się dwa święta,  co przy uważnej arytmetyce dni wolnych, spowodowało że wiele  osób skorzystało z tej okazji aby urlopować się i wypoczywać na potęgę. Chęć otrząśnięcia się po długiej i trudnej zimie przybrała formę prawie dwutygodniowej przerwy w życiu kraju. To trochę tak, jakby na kilka dni Polska zamknęła się i postawiła na głowie. Miasta opustoszały, korki znacznie zmniejszyły – za to na ścieżkach rowerowych i w parkach zrobiło się tłoczno. Tradycyjnie rozpoczął się  sezon na narodowy sport Polaków – grillowanie. Nic więc dziwnego, że skrzynki mailowe są mniej wypełnione a  i o spotkania biznesowe trudno. Wiele osób z ulgą wyłączyło telefony, komputery, telewizory. Jednakże we współczesnym świecie niełatwo uciec od informacji i chcąc nie chcąc, uczestniczymy osobiście lub medialnie w maturach, uroczystościach ku czci,  z rozbawieniem lub trwogą słuchamy wieści z ostatniego weekendu kiedy to, jak u Disneya,  Kopciuszek poślubił Księcia, a zły człowiek został unicestwiony. Na bardzo wielu ulicach, w różnych krajach wiwatowały tłumy, chociaż  z bardzo różnych powodów. W Wielkiej Brytanii do głosu doszła stara tradycja rojalistyczna, podczas gdy tu w Polsce świętowaliśmy rocznicę pierwszej demokratycznej konstytucji  europejskiej. Paradoksalnie i tu i tam, ludzie świetnie się bawili, świętując dzień wolny od pracy. Hormony szczęścia – endorfiny, uwolniły się nie tylko z powodu nadejścia wiosny ale też z powodu ważnych wydarzeń.  To taki wiosenny sezon ogórkowy, podczas którego jednak, gdzieś pomiędzy truskawkami z szampanem a kiełbaskami z grilla, pojawia się cień historii, tak dawnej jak i współczesnej, przypominając  że jesteśmy jej świadkami i uczestnikami, a nie tylko konsumentami historycznej tradycji.

(250)